#zostajęwPolsce

Drukuj

Nie jest dobrze. Jest bardzo źle. Dlatego właśnie dziś nie możemy postawić krzyżyka na Polsce.

Dwa tygodnie temu w ramach wyjazdu zimowego byłam w Hiszpanii. Miałam na tydzień wziąć przykład z trzech małpek – nie słuchać, nie widzieć i nic a nic nie mówić. Zresztą nie oszukujmy się – od wygranej Potworów i Spółki staram się przestrzegać tych zasad również w kraju. Nie w obawie przed nowelizacją kodeksu karnego zakładającą karę bezwzględnego więzienia za krytykę obozu rządzącego, ale oczywiście w trosce o własne zdrowie.

No i się nie udało. Słońce, dwadzieścia pięć stopni, baseny i plaże, a ja zastanawiałam się jak bardzo, w skali od jeden do dziesięciu, Kaczyński by mnie nienawidził. Szczerze mówiąc, ulubione hiszpańskie pytanie „de donde tu eres?” (skąd jesteś?), aktywowało mi w głowie przycisk replay z Ciechowskim. Błagam, tylko nie pytajcie mnie o Polskę. Reagowałam trochę jak moja znajoma Libanka, która pół-żartem, pół-serio zawsze odpowiadała: jestem arabką, ale nie terrorystką. Jestem z Polski, ale nie głosowałam na PiS.

W ciągu ostatnich paru miesięcy rządzący przebili nawet moje najgorsze przedwyborcze założenia. Uczestniczyłam w antyrządowych demonstracjach, oznaczyłam wszystkie możliwe profile hasztagiem #gorszysort. Ale walec jak jechał, tak jedzie dalej. Zadziwiają mnie wszyscy, którzy liczyli i dalej liczą na rzeczową, merytoryczną dyskusję z przedstawicielami zwycięskiej partii. Nie wierzę w to, że Polki i Polacy mają na tyle zaawansowaną sklerozę, by nie pamiętać, dajmy na to, 2007 roku. Było tak ciekawie, że niektórych „Wiadomości” nie mogę zapomnieć do dziś. Być może właśnie dlatego tak ważne jest przejęcie mediów publicznych, pardon, narodowych.

Nie ma możliwości współpracy z podmiotem praw, ale również – a może przede wszystkim – obowiązków, w których mieści się przyjęcie ślubowania od wybranych na stanowiska państwowe osób, który nie uznaje reguł gry. Ciężko jest przecież grać w szachy z gołębiem. Zawsze przegramy.

PiS-u nie obchodzi Konstytucja. Nie obchodzą ich ustawy, które można w ekspresowym tempie nowelizować i zmieniać. Dziwi, a wręcz szokuje mnie obecność w tym procederze prawników, dla których zasady stabilności oraz braku instrumentalizacji prawa powinny stanowić świętość. Tak samo jak Konstytucja. Czemu nikt przy tym nie bije na alarm, kiedy likwidowane są komisje i zespoły prawne? Czy naprawdę wierzymy w to, że Zbigniew Ziobro, po otrzymaniu pełni władzy, odda sprawiedliwość uciśnionym? No to się pośmialiśmy.

Pani Premier Beata Szydło wyjeżdżała do Parlamentu Europejskiego na debatę o Polsce z zapowiedzią obrony dobrego imienia naszego kraju. Tylko że Polska wcale nie jest atakowana. Atakowany jest PiS. Odnoszę wrażenie, że partia rządząca działa w panicznej obawie rychłej utraty pełni władzy. Inaczej nie potrafię sobie w miarę racjonalnie wytłumaczyć nocnych posiedzeń i powołań, ataków Antoniego Macierewicza na instytucje NATO, przejmowania mediów publicznych. Trzymam kciuki za to, by ta obawa okazała się zasadna.

Jednocześnie uznaję wynik ostatnich wyborów parlamentarnych. Nie płakałabym (no może trochę) gdyby PiS rządził w ramach demokratycznego państwa prawa. Ale dziś w Polsce nie mamy rządów większości. Mamy dyktat większości. A na to swojej zgody nie dam. Również wtedy, gdy nową Konstytucję wykrzyczy Kukiz, na koniec dodając pewnie złotą radę dla niezadowolonych. Nie podoba się? To wy… wypad.

A guzik. Guzik, panie Kukiz. Guzik, panie Kaczyński. To też mój kraj. Jestem Polką, i to wcale nie gorszego sortu. Zostaję, i dalej będę się z wami nie zgadzać. Zostaję, i dalej będę demonstrować moje niezadowolenie. Zostaję, i wy też zostańcie w Polsce, bo coś za bardzo ciągnie was na wschód.

Czytaj również