Aborcja – biskupi fetysz

Drukuj

Seks, aborcja i biskupi. Trzy gracje IV RP, czyli nowa wolność, nowa równość i nowa godność.

W Polsce robi się coraz fajniej. Mamy wolność – potwierdzają to kilkudziesięciotysięczne demonstracje, podczas których wyrażamy nasze poglądy. Mamy równość – wszyscy siedzimy w tej samej, coraz bardziej odseparowanej od świata zewnętrznego, czarnej dziurze.  A teraz przywrócona zostanie godność – dla zygot. I kto ma czelność twierdzić, że PiS nie przestrzega i nie kieruje się meta prawami Konstytucji?

Czekając na poranny wykład (swoją drogą zabawnie jest też na uczelni – postępowanie karne  ostatnio bardziej przypomina film sensacyjny), zdążyłam przeczytać opinię Beaty Szydło na temat postulatu wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Tak jak przypuszczałam – zostało wyrażone zdecydowane poparcie dla inicjatywy.

„Na pewno byłoby źle, gdyby sprawa tak wrażliwa i ważna stała się elementem walki politycznej. Potrzebny będzie tu też rozsądny głos Episkopatu, ażeby ta dyskusja przebiegała w sposób bardzo merytoryczny. Sądzę, że ważne byłoby, gdyby wypowiedzieli się na ten temat eksperci, autorytety.” To fragment, który zdecydowanie idzie łeb w łeb z niedzielną odezwą episkopatu w kategorii „Cytat tygodnia”.

Nie chce mi się wałkować kolejnych argumentów dlaczego ciało kobiety to ciało kobiety, że gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę, aborcja byłaby refundowana i dostępna z dostawą do domu, że świat idzie do przodu, a Polska do tyłu. Bo to i tak nie trafi tam, gdzie powinno, a ustawa przejdzie.

Interesują mnie natomiast biskupi. Beata Szydło uważa ich za ekspertów w kwestii aborcji. W takim razie chciałam zapytać o kwalifikacje. Z tego, co mi wiadomo, biskupi rodzin nie mają. Podobno nie obcowali też nigdy z kobietą. Ich kontakty z dziećmi narodzonymi są również ograniczone, ostatnio często w wyniku wyroku sądu, dlatego też ciężko mianować episkopat ekspertem sumień. Biskupi nie są też z reguły lekarzami. Naprawdę trudno jest znaleźć racjonalne wytłumaczenie ich wysokiego statusu w tej debacie.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak domyślać się, że kobiety i ich zdrowie to biskupi fetysz. A może kobiety i seks? Episkopat lubuje się też w tematyce antykoncepcji. Chciałam więc zaproponować dużo prostszą formę rozładowania napięcia, które najwidoczniej buzuje w biskupich umysłach. Niech panowie sobie odpuszczą, i zaczną lobbować na rzecz zniesienia celibatu. Gwarantuję, że życie szybko wyleczy panów z  radykalnych poglądów. 

Czytaj również